Wes Anderson mistrz wizualnej kreacji

Od „Rushmore” po „Grand Budapest Hotel” Wes Anderson konsekwentnie buduje swoje wizualne universum. Na przestrzeni 11 filmów wypracował rozpoznawalny styl, który stał się najważniejszym imperatywem jego twórczości.

wes

 

„Zawsze wydaje mi się, że robię coś innego. Ale kiedy film jest gotowy, ludzie mówią mi zwykle, że przypomina poprzednie” – mówi Wes Anderson. Reżyser swoją specyficzną estetyką nasyca każdy centymetr kwadratowy, każdego kadru w każdym filmie nad jakim pracuje. „Staram się żeby obszar, w którym rozgrywa się opowiadana historia, był inny niż nasza rzeczywistość, żeby widz trafił do świata, którego nigdy wcześniej nie odwiedził”.

Anderson: zbudować świat na nowo

Wes Anderson precyzyjnie programuje własną rzeczywistość, dzięki której zyskał rozgłos i uznanie. Urodził się w Houston w Texasie w 1969 roku. Jako nastolatek uwielbiał „Gwiezdne wojny”, New Yorkera oraz książki dla dzieci Roalda Dahla. Od wczesnych lat był nieśmiały, jak tłumaczy miał na to wpływ rozwód jego rodziców, który silnie się na nim odbił (rodzina stanie się jednym z najważniejszych tematów u Andersona). Studia podjął na University of Texas w Austin na wydziale filozofii. Tam też poznał Owena Wilsona, który studiował anglistykę. Razem napisali pierwszy scenariusz i na stałe połączyli swoje siły w przemyśle filmowym – Wilson pojawia się w niemal każdym filmie Andersona.

Młody reżyser zaczynał od krótkometrażowych produkcji, które wyświetlała lokalna stacja telewizyjna w Austin. Jedna z nich „Bottle Rocket”, w której zagrali Owen i Luck Wilsonowie, zyskała rozgłos na festiwalu filmów niezależnych w Sundance. Dzięki temu film został zamieniony na kinową fabułę pod tytułem „Trzech facetów z Teksasu”. Choć ostatecznie obraz nie odniósł spodziewanego sukcesu, to otworzył Andersonowi drzwi do fabryki snów. Producentem jego pierwszych filmów był James Brooks, który był przekonany, że „ten młody filmowiec wniesie nowy głos do amerykańskiej kinematografii”. Tak też się stało. W kolejnych produkcjach – „Rushmore” (1998), „Genialny klan” (2001), „Podwodne życie ze Stevem Zissou”, (2004) i „Pociąg do Darjeeling” (2007) – Anderson w pełni rozwinął i ukształtował swój filmowy język, w którym najważniejszą rolę odgrywają kwestie estetyczne. Cechami charakterystycznymi jego obrazów są: spłaszczenie przestrzeni i perspektywy, obsesyjne dążenie do symetrycznej kompozycji, zawężona paleta barwna i  graficzne myślenie o kompozycji kadru. Do tego należy dodać sztuczność, jednak jest to sztuczność w pełni zamierzona.

Wes Anderson i sztuka komponowania

Estetyka filmów Anderosna jest bliska twórczości Josepha Cornella (1903-1972), amerykańskiego artysty tworzącego assamblage oraz filmy eksperymentalne. Cornell aranżował inspirowane surrealizmem kompozycje w pudełkach. Kluczowym elementem owych pudełek nie są obiekty, które tam umieścił, ani narracje, które rozwijał lub podważał. Najistotniejsze jest samo pudełko tworzące ramy dla przedstawionego wewnątrz świata. Ono określa skalę, wyznacza horyzont i perspektywę, wymusza określenie relacji między tym co wewnątrz, ale także z tym co na zewnątrz. Cornell modelował w ten sposób świat, jednocześnie podkreślając jego ograniczenia.

 

cornell.hotel-eden

joseph_cornell_1

Prace Josepha Cornella.

 

Podobnie komponuje swoje filmy Anderson. Cornellowskim gestem zakreśla granice ekranowej rzeczywistości (sztuczność zamierzona) – „Kochankowie z księżyca” rozpoczynają się od długiej jazdy kamery przez dom Bishopów wyglądający jak dom dla lalek. W pierwszym ujęciu „Genialny klan” ma formę książki. Na wstępie „Rushmore” rozsuwa się kurtyna. To wszystko są ramy, tak jak ramy pudełka u Cornella.

 

the-life-aquatic-steve-zissou-2004

„Podwodne życie ze Stevem Zissou”

 

Ważnym źródłem inspiracji dla Andersona jest także twórczość filmowa innych reżyserów, przede wszystkim: Francoisa Truffauta, Louisa Malle’a, Satyajita Raya, Johna Hustona, Mike’a Nicholsa, Hala Ashby’ego, Stanleya Kubricka, Orsona Wellesa i Romana Polańskiego. Anderson przyznał, że „Pociąg do Darjeeling” opowiadający o relacji trzech braci, którzy razem podróżują pociągiem przez Indie, był częściowo hołdem dla Satyajita Raya.

Anderson konstruktor

Najlepiej do tej pory przyjętym filmem w karierze Andersona byli „Kochankowie z księżyca” – obraz otwierający festiwal w Cannes w 2012 roku. Produkcja ta zdobyła nominację do Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny, a magazyn „Empire” sklasyfikował ją na 159. miejscu w rankingu najlepszych filmów wszech czasów. Ostatnim obrazem Andersona jest „Grand Budapest Hotel”, w którym zgromadził gwiazdorską obsadę. Obie produkcje nie tylko utrwaliły estetyczną ścieżkę reżysera, ale także obnażyły jego obsesje na punkcie detali.

 

„Grand Budapest Hotel”

„Grand Budapest Hotel”

Na planie Anderson nie pozwala ani sobie, ani aktorom, ani nikomu z ekipy filmowej na improwizację – nie uznaje jej jako metody pracy twórczej. Aby osiągnąć pożądany efekt w „Grand Budapest Hotelu” najpierw nakręcił animowaną wersję filmu, która została wiernie powtórzona w wersji aktorskiej. Także do pracy przy tym filmie została zatrudniona jego partnerka i ilustratorka, Juman Malouf. Miała za zadanie namalować portrety aktorów w kostiumach, jednak wcale nie po to, aby mogły się pojawić jako element scenografii. Zawisły w hotelu, w którym była zakwaterowana ekipa, żeby wprowadzać ich w odpowiedni nastrój. Podobnych sytuacji obrazujących perfekcjonizm Andersona można mnożyć w nieskończoność. O jednej opowiadał producent animowanego „Fantastycznego pana Lisa”. Reżyser chciał, żeby w jednej scenie tego filmu pojawiła się gazeta z artykułem napisanym przez pana Lisa. Na ekranie pojawia się ona zaledwie przez kilka sekund, tak że widzowie nie mają szans jej odczytać, a mimo to Anderson specjalnie napisał tekst na 400 słów, który znalazł się w gazecie.

„On pamięta wszystko” – stwierdza Hugo Guinness, współautor scenariusza „Grand Budapest Hotelu”. „To nie jest jedna z tych osób, które pracują a później odpoczywają – on nie może przestać. Jest obserwatorem. Ma bardzo, bardzo dobrą pamięć i wchłania wszystko dookoła”. Guinness wspomina jak raz zaprosił Andersona do swojego domu w Nowym Yorku. „O ile dobrze pamiętam miałem na swoim biurku stos filmów porno” – mówi. Później dokładnie taki sam stos znalazł się na biurku jednego z bohaterów filmu „Genialny klan”.

 

Andersonzweig_2846209b

Anderson i Jude Law na planie „Grand Budapest Hotelu”.

 

„Jego świat zniknął na długo przed tym, zanim on się w nim pojawił. Ale wspierał tę iluzję z niezwykłym wdziękiem” – opisuje jeden z bohaterów „Grand Budapest Hotelu” konsjerża Gustava. Te słowa równie dobrze opisują samego Andersona, który wspiera kreowaną przez siebie iluzję z niezwykłym wdziękiem. Konsekwentnie i precyzyjnie tworzy świat nieco nierealny, być może nieco staroświecki, ale bez wątpienia uwodzicielski i skończony do ostatniego szczegółu.

 


 

CECHY OBRAZOWANIA WESA ANDERSONA:

 

balance

 

emphasis

 

perspective

space

 

Źródło zdjęć: youthedesigner

 


 

wesanderson

 

Bookmark the permalink.