„Suburbicon” – prawda o życiu na amerykańskich przedmieściach

Suburbicon to nazwa miasta, które jest niczym idealne amerykańskie przedmieścia z lat 50., w których rozgrywa się akcja filmu. Tu wszystko jest przyjazne, miłe i sprzyjające rodzinie. Tak przynajmniej się wydaje. Prawda kryjąca się pod pozorami perfekcji jest zgoła inna. Film „Suburbicon” rozprawia się z mitem amerykańskich przedmieść.

Suburbicon

 

Film „Suburbicon” wyreżyserował George Clooney według scenariusza braci Coen. Jego akcja toczy się w tytułowym miasteczku, które reklamowane jest jako idealne miejsce do życia. Akcja rozgrywa się w latach 50. Dekada ta w USA upłynęła na budowaniu nowej klasy średniej, której symbolem stały się właśnie osiedla na przedmieściach.

Uchwalona w 1944 roku ustawa o darmowej edukacji dla zdemobilizowanych żołnierzy pozwoliła młodym Amerykanom kupować ładne domy z garażami i ogródkami, snuć plany na przyszłość. Człowiek mógł znaleźć dobrą pracę, zamieszkać w miłym sąsiedztwie i założyć rodzinę – oczywiście jeśli tenże człowiek miał białą skórę

– wyjaśnia George Clooney, który postanowił rozprawić się z mitem sielskiego życia na przedmieściach, które trwa w kulturze amerykańskiej do dziś.

W naszej świadomości narodowej istnieje tendencja do idealizowania tamtych lat. Chcielibyśmy wierzyć, że w tamtych czasach wszyscy byli szczęśliwi i żyli w dobrobycie, mimo że to z założenia absurdalne

– powiedział Matt Damon, odtwórca jednej z głównych ról, Gardnera Lodge’a.

Przeczytaj także: „Zaginiona dziewczyna”: Brzydsza twarz domów na przedmieściach

Suburbicon

„Suburbicon”, czyli niewygodna prawda

Film został oparty na prawdziwych wydarzeniach, do których doszło w mieście Levittown w stanie Pensylwania. Zamieszkała tam pierwsza afroamerykańska para i, delikatne mówiąc, nie spotkała się z ciepłym przyjęciem lokalnej społeczności. Wystarczyło kilka godzin od ich przybycia, żeby przed domem zebrało się około 500 osób, wykrzykujących rasistowskie obelgi. Doszło też do palenia krzyża na ich trawniku i wielu innych aktów nienawiści. W „Suburbiconie” została odtworzona ta historia, jednak w tle.

Na pierwszym planie pokazano bowiem losy innej rodziny – Lodge’ów. Rose (Julienne Moore) i Gardner (Matt Damon) to wzorowe małżeństwo z nastoletnim synem, Nickym. Dopiero napad na ich dom odsłania prawdę o ich pozornie idealnym życiu. W skutek napadu Rose umiera, a do domu Lodge’ów wprowadza się siostra bliźniaczka zmarłej, Margaret (Moore w podwójnej roli). Szybko się okazuje, że feralny w skutkach napad był skrupulatnie zaplanowany. Margaret i Gardner mają wiele na sumieniu i nie brakuje im wyrachowania. Jednak to, co się dzieje w tej rodzinie, przez nikogo nie jest zauważane. Dlaczego? Bo cała lokalna społeczność koncentruje swoją uwagę na czarnoskórej rodzinie, Meyersach, która „burzy ich spokój”.

Suburbicon

Rodzina Meyersów w Suburbiconie szukała spełnienia swojego amerykańskiego snu. Chcieli żyć w przyjaznym i bezpiecznym miejscu. Tymczasem trafili do piekła.

Korzystamy w naszym filmie z materiałów użytych w filmie dokumentalnym o wydarzeniach z Levittown. Czasami trzeba zobaczyć coś takiego na własne oczy, żeby w to uwierzyć. Dzisiejsza publiczność bywa zaszokowana, oglądając tak ogromną nietolerancję białych ludzi, ale prawda jest taka, że to nie działo się aż tak dawno temu

– mówi Clooney.

Jak powstał Suburbicon?

Filmowcy chcieli nie tylko odtworzyć wydarzenia z przeszłości, ale wiernie pokazać, jak wyglądały nowo powstające osiedla w latach 50. Żeby stworzyć Suburbicon zatrudniono scenografa, Jima Bissella nominowanego do Oscara za scenografię do filmu „Good Night and Good Luck”. Chciał on wykreować świat pokazujący anonimowość, jednostajność i monotonię życia na przedmieściach. Ekranowy Suburbicon jest wzorowany na uporządkowanej, jednolitej społeczności prawdziwego Levittown, miasta położonego w Pensylwanii, jednakże Bissell i jego ekipa pracowali wyłącznie na obszarze Południowej Kalifornii.

Suburbicon

Kręciliśmy na Zachodnim Wybrzeżu, ale założeniem było stworzenie miasteczka, które mogłoby istnieć w dosłownie każdym miejscu Ameryki. W trakcie poszukiwania odpowiednich lokacji, postawiliśmy przed sobą konkretny cel – znaleźć jak najładniejsze i najlepiej utrzymane domy, wokół których nie będzie zbyt wielu drzew

– opowiada scenograf.

Suburbicon

Idealny dom dla Meyersów znaleziono na jednym z osiedli w kalifornijskim miasteczku Fullerton. Nakręcono tam także ujęcie otwierające „Suburbicon”, w którym widzimy tytułowe miasteczko.

Osiedle zbudowano w 1958 roku. Właściciele domów szczycą się tym, że zachowali oryginalną architekturę z tamtych lat, wprowadzając znikomą ilość współczesnych udogodnień. Byliśmy zachwyceni tym osiedlem, bo wyglądało dokładnie tak, jak zostało to opisane w scenariuszu – wszystkie domy były nawet pomalowane na ten sam kolor!

– mówi scenograf. Na szczęście dla ekipy dopiero co wycięto większość drzew na osiedlu, co podkreśliło wrażenie „nowości”, na którym zależało filmowcom. Wszak na nowych osiedlach dopiero sadzi się młode drzewa o starych nie ma jeszcze mowy. Ekipa musiała jedynie dokonać lekkiego odświeżenia domów i trawników, pomalować ściany, odpowiednio przyciąć żywopłoty, podmienić niektóre światła.

Suburbicon

„Suburbicon”: dom Lodge’ów w stylu lat 50.

Najważniejszym budynkiem w całym filmie jest dom Lodge’ów. Zagrał go budynek położony niedaleko miasta Carson. Ściany domu zostały pomalowany na kolor, który scenograf Bissell określił jako „mdłą zieleń”. Takie zgaszone kolory były typowe dla lat 50. Dla twórców jednak ten kolor miał także wymiar symboliczny – miał podkreślać moralny rozkład Gardnera. Ciekawostką jest otwarta przestrzeń między domami Lodge’ów i Meyersów. W rzeczywistości scenografom nie udało się znaleźć takiego układu. Większość amerykańskich domów ma podwórka zabudowane wysokimi na dwa metry płotami. Dlatego tę część musli zbudować od podstaw.

Suburbicon

Wnętrza domu Lodge’ów kręcono na planie zbudowanym w hali zdjęciowej Warner Brothers w Burbank. Stworzono pomieszczenia idealnie oddające styl lat 50. Przede wszystkim kolorystyka została zawężona do stonowanych brązów, nasyconych zieleni oraz odcieni musztardowej żółci. W centralnej części wprowadzono kamienny kominek, który dzieli przestrzeń na strefy. Wnętrza wypełniono sprzętami żywcem wyjętymi z epoki. Filmowcy wyszukali je na internetowych aukcjach. „Internetowe aukcje towarów i różnych rzeczy z przeszłości to dla takich ekip jak nasza prawdziwe wybawienie. Ebay stał się współczesnym odpowiednikiem pchlego targu”, mówi scenograf „Suburbiconu”. Niektóre sprzęty trzeba było nieco odświeżyć, jednak świetnie spełniły swoje zadanie.

Suburbicon Suburbicon

W części telewizyjnej ściany wyłożono charakterystycznymi ciemnymi panelami, a podłogi wyłożono wykładziną dywanową. Razem tworzą one dość duszną atmosferę w tym pomieszczeniu. Z dużą wiernością odtworzono także kuchnię. Zyskała ona charakterystyczny zielony kolor, który świetnie streszcza w sobie estetykę lat 50. Na podłodze z kolei znalazło się linoleum. Stół i krzesła swoim wyglądem przywodzą natomiast na myśl meble ogrodowe.

SuburbiconW salonie nie zabrakło także baru, który w tamtym czasie był niemal obowiązkowym elementem wyposażenia każdego domu. Barek Lodge’ów miał obudowę z bambusa, materiału w tamtym czasie bardzo popularnego. Na regale za nim można dostrzec afrykańskie artefakty. Takie akcenty były wówczas szalenie popularne, miały świadczyć o otwartości amerykańskiego społeczeństwa, mimo że mało mało kto podróżował wówczas na Czarny Ląd i mało kto szanował czarną społeczność.

Scenografom udało się odtworzyć realia amerykańskich przedmieść z połowy minionego wieku. Nie jest to jednak obraz nostalgiczny, a raczej przytłaczający i opresyjny. Wszystko jest takie same, powtarzalne i pozbawione osobowości. Miasteczko Suburbicon wygląda jakby nie było z niego wyjścia, jakby cały świat wyglądał tak samo. Nie tylko fabuła uwypuklała wszystkie wady życia na przedmieściach w latach 50., ale i strona wizualna filmu.

 

Bookmark the permalink.